Obserwuj w Google News

Jerzy Stuhr pół roku po udarze. "Zdarza mi się przekręcać słowa"

2 min. czytania
09.12.2020 13:01
Zareaguj Reakcja

Jerzy Stuhr już prawie pół roku dochodzi do siebie po przebytym udarze. Powrót do formy dla 73-letniej osoby nie jest łatwy. Aktor zdradza, jak sobie radzi z rehabilitacją. Jak zdradza, ciągle zdarza mu się przekręcać słowa.

Jerzy Stuhr
fot. Andrzej Zbraniecki/East News

Jerzy Stuhr to aktor, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. 73-latni gwiazdor polskiego filmu i teatru ma imponującą sceniczną "kartotekę". Ale w życiu prywatnym ma także całkiem pokaźną kartotekę zdrowotną: w 1988 roku przeszedł  zawał serca, która zainspirowała go do napisania książki "Sercowa choroba, czyli moje życie w sztuce". W 2011 roku zdiagnozowano u niego nowotwór krtani, z którym gwiazdor walczył przez wiele miesięcy. Kiedy choroba stała się przeszłością, pojawiły się nowe problemy: drugi zawał w 2016 oraz latem 2020 roku udar mózgu.

Od udaru mija już ponad 5,5 miesiąca, a aktor wciąż walczy o powrót do formy. Właśnie zdradził, że choć stan jego zdrowia już wyraźnie się poprawił, on nadal zmaga się z problemami z mową.

Zobacz także: Ziemkiewicz na wizji kpił z choroby Stuhra. "Dali się podniecić tym TVN-om"

Jerzy Stuhr o stanie swojego zdrowia pół roku od udaru

Jak ujawnił aktor w rozmowie z "Tygodnikiem Powszechnym", jest optymistycznie nastawiony, jednak wciąż nie odzyskał pełnej sprawności w zakresie mowy. Jednak nie to jest dla niego największym problemem, a fakt, że przez pandemię nie ma kontaktu z publicznością.

"Na drugi dzień pobytu w szpitalu przyszła pani logopedka, chwilę ze mną poćwiczyła i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Ale zdarza mi się nawet teraz przekręcać słowa. Mów publicznych wolę nie wygłaszać, tyle że z innego powodu: okropnie gada się online, czyli do ekranu. A ja uwielbiam publiczność. Bez ludzi na żywo tracę wenę" - powiedział aktor.

Mimo trudności dobry humor nie opuszcza Jerzego Stuhra, który już planuje na przyszłą jesień podróż do Włoch. Poza tym, wyraża przekonanie, że ma już doświadczenie w "zdrowieniu" i cierpliwość, która jest do tego potrzebna.

"Do zdrowienia potrzebna jest cierpliwość. (...) Systematyczność w wychodzeniu z choroby też jest kluczowa: w poniedziałek zrobię dziesięć kroków, w środę dojdę do tamtej ławki, w piątek może uda się dotrzeć do drzewa. W szkole nie cierpiałem zajęć z dykcji i impostacji, ale trzeba było się dyscyplinować. To też jeden z powodów, dlaczego tak trudno mi dziś uczyć młodzież, która oczekuje szybkich efektów. Problem w tym, że w aktorstwie nie ma drogi na skróty".

"Mówię do żony, że trzeba bookować hotel w Rawennie, bo w październiku przyszłego roku planuję naszą wspólną podróż do Włoch. Żona mnie ofucza, że tak sobie wybiegam w przyszłość" - wyjaśnił.

Aktor nawiązał też do swoich poprzednich zdrowotnych problemów. Jego zdaniem zawał był gorszy niż nowotwór.

"Zawał był gorszy. Bo z chorobą onkologiczną to jest jeszcze inaczej: tli się powolutku i po cichu. A serce nagle, znienacka: buch! (...) Ciągle strach, że może cię dopaść wszędzie i o każdej porze" - powiedział.

Sonda Radia ZET

RadioZET.pl/Plejada/AS

####default####