Dorota Gardias zdradza, z czym zmaga się po przebyciu koronawirusa
Dorota Gardias w październiku przeszła zakażenie koronawirusem. Pogodynka trafiła do szpitala i została poddana terapii tlenowej. Teraz, choć wyzdrowiała, zmaga się z dolegliwościami, które utrudniają jej życie.
Dorota Gardias zachorowała na COVID-19 pod koniec września. Wtedy właśnie trafiły do mediów informacje o tym, że pogodynka zmaga się z koronawirusem, którym zaraziła się od córki. Pierwsze doniesienia były wręcz dramatyczne i sugerowały, że gwiazda TVN pod respiratorem w szpitalu walczy o życie. Ostatecznie, kiedy władze TVN wydały oświadczenie, okazało się, że przebieg choroby u prezenterki nie był ciężki, ale została ona poddana tlenoterapii.
Jak potem informowała osobiście za pośrednictwem social mediów, wszystko zaczęło się u niej od gorączki. "Miałam gorączkę do 38,3. stopni, ból mięśni (głównie plecy), oczu, głowy, lekki kaszel. To trwało 4 dni. Te objawy zaczęły ustępować. Straciłam smak, węch, zaczął się ból w płucach i kłopot z oddychaniem (płytki oddech) - te objawy zaczęły się nasilać, dlatego trafiłam do szpitala" - napisała w swoim poście.
Zobacz także: Dorota Gardias: pierwszy wywiad po wyjściu ze szpitala. Ostrzega koronasceptyków
Dorota Gardias nadal odczuwa skutki koronawirusa
Od dłuższego czasu wiadomo, że przebycie COVID-19, nawet lekkie, może skutkować powikłaniami różnego typu. Jedno z nich dotyczy Doroty Gardias. W sesji pytań i odpowiedzi pogodynka zdradziła, że choć wygrała z koronawirusem, to nadal doświadcza tzw. "mgły covidowej". Innymi słowy, ma kłopoty z pamięcią.
"Węch i smak mi już dawno wróciły. Pozostał tylko ból głowy i tzw. mgła covidowa, czyli kłopoty z pamięcią" - zdradziła prezenterka.
RadioZET.pl/AS