Ralph Kaminski
Ralph Kaminski w nowym wizerunku
fot: mat. prasowe / FONOBO Label
BYĆ SOBĄ W POLSCE PIS

Ralph Kaminski: Ciężko żyć w przestrzeni, która próbuje wykluczać

Piotr Krajewski Radio ZET
Piotr Krajewski Redaktor Radia Zet
18.11.2021 18:05

To przerażające. Wiele osób naprawdę źle radzi sobie psychicznie z tym. (…) Ucieczka za granicę nie jest do końca rozwiązaniem, ponieważ tam też nie jest idealnie. (…) Wydaje nam się, że zostawiając wszystko (...) nasze problemy znikną. Nie do końca tak jest – mówi nam Ralph Kaminski tuż przed galą MTV EMA 2021 w Budapeszcie.

Piotr Krajewski, RadioZET.pl: Spotykamy się w Budapeszcie tuż przed MTV Europe Music Awards. Kiedyś internet i social media nie były jeszcze tak popularne, więc gale MTV transmitowane w telewizji pozwalały zaznajomić się z popkulturą. Czy masz jakieś wspomnienia związane z nimi i samą stacją MTV?

Ralph Kaminski: Niestety, nie mieliśmy w domu wykupionego MTV. Kanał był więc zablokowany, ale czasami zdarzało się, że był odkodowany. Występy z gal odnajdywałem raczej później w serwisie YouTube. MTV kojarzy mi się na pewno z MTV Unplugged, a także… z występem Britney Spears na VMA 2007.

Z tym pamiętnym występem.

Dokładnie. W pewnym stopniu ten występ był dla mnie rewelacyjny. Z czymś takim kojarzą mi się gale MTV, ale również z pewnym świętem popkultury.

Stacja MTV miała bez wątpienia realny wpływ na rozwój branży muzycznej, jak również rynku teledysków. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych kanał pokazywał widzom bardzo różnorodną muzykę. Co o tym myślisz?

To był wtedy taki gigant, który stworzył sobie markę. Bardzo interesująco pisze o tym Anna Gacek w swojej nowej książce "Ekstaza. Lata 90. Początek". Ludzie z naszego pokolenia mogą ciekawie przeczytać o czasach, w których niby żyli, ale nie do końca świadomie. Są tam bardzo interesujące obserwacje na temat realnego wpływu, jaki miała ta stacja, np. na Nirvanę czy wiele innych zespołów. Oglądalność była wtedy gigantyczna. Koncerty MTV Unplugged były przełomowe. Potrafiły wywindować zespół i ukoronować kariery na resztę lat. Niesamowite jest też to, jak bardzo zmieniła się stacja i jak w ogóle wszystko zmienia się w muzyce, w show-biznesie. W internecie też zmienia się wszystko. Nie ma złotego środka na promocję muzyki. Szkoda, że nie ma obecnie takich gigantów promocyjnych, jakim było wtedy MTV. Cokolwiek tam się kiedyś pojawiło, od razu zyskiwało rozgłos. To było jedyne takie medium. Teraz szanse w internecie się wyrównują. Każdy może, w mniejszym lub większym stopniu, tworzyć i pokazywać szerzej swoją twórczość. I to jest wspaniałe.

Gratuluję Ci niezwykłego projektu z muzyką Maanamu. Niezwykłego, bo nie zrobiłeś typowego albumu z coverami. Te utwory dostały nowe życie, są pewną wariacją, czymś niezwykle autorskim. Wielu młodych muzyków nie odważyłoby się w ten sposób mierzyć z tak ważnym dla polskiej muzyki repertuarem.

Album stworzyłem z pięcioma innymi muzykami. To miał być jednorazowy spektakl na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Potem okazało się, że powstanie z tego też płyta. Urosło to z małego side projectu, pomostu między moją kolejną płytą, do bardzo dużego projektu. Na tworzenie materiału mieliśmy naprawdę sporo czasu, ponieważ data premiery była przekładana dwa razy. Był więc czas, żeby to się uleżało. Podeszliśmy do tego projektu z przyjemności pracy nad muzyką. Dobór repertuaru był dla mnie czystą radością. Czuję to, co śpiewam. Wiedzieliśmy, że nie chcemy przerabiać, przekombinować czy zrobić coś lepszego z czegoś, co już jest samo w sobie genialne, wybitne i wspaniałe. Celem było przepuszczenie tego przez naszą estetykę.

Oglądaj

Czy z repertuarem Kory i Maanamu byłeś związany od najmłodszych lat?

Nie byłem nigdy totalnym psychofanem Kory i Maanamu. Album "Róża" usłyszałem w dzieciństwie, ale później byłem fanem zupełnie innych zespołów i przyznaję się, że nie byłem znawca Maanamu. Dla mnie to jest sposób na robienie projektu - nie robienie dokumentu, tylko fantazji na dany temat, jakiegoś wyobrażenia danego artysty i jego twórczości. I mi to pomaga. Nie mogę za dużo wiedzieć, żeby zrobić coś autorskiego i po swojemu.

Muzyka Kory przetrwała próbę czasu i wciąż inspiruje kolejne pokolenia. Jak myślisz, co dobrego ta twórczość może dać młodym ludziom? Być może niektórzy właśnie dzięki Tobie poznają te utwory. Co młodzi ludzie mogą wyciągnąć dla siebie z tekstów Maanamu?

Jest tam dużo ponadczasowych i współczesnych tematów. Największym z nich jest miłość. Czysta miłość jako fundament życia i tego co nas otacza. To jest coś wspaniałego. Pochylenie się nad tematem miłości, refleksja nad tym. To piękne i bardzo inspirujące również dla twórców, którzy autorsko pracują nad swoimi projektami. Myślę, że coś takiego zawsze zostawia ślad na własną twórczość.

W muzyce nie chodzi o to, żeby działać jak w fabryce. Fajnie jest się tym delektować. Mnie w twórczości przeszkadza taki pęd

Niedawno miałeś przygodę z tworzeniem piosenki do filmu "Moje wspaniałe życie". Choć "Pięć minut łez" to akurat cover, to czy chciałbyś w przyszłości częściej próbować swoich sił w muzyce filmowej? Stworzyć dobry utwór do filmu brzmi jak niezłe wyzwanie dla artysty.

Oczywiście, to duże wyzwanie. Przyjdzie taki moment, że zrobię muzykę do filmu, ale chciałbym mieć czas, żeby nad tym popracować, np. dwa, trzy miesiące. Na ten moment nie wiem, kiedy taki czas się pojawi, ponieważ mam zaplanowane dokończenie swojego kolejnego projektu. Nauczyłem się, że żeby robić taką rzecz, trzeba czerpać z tego przyjemność i oddać się temu totalnie. Czuję, że takie coś do mnie przyjdzie i bardzo chciałbym tego spróbować. Uwielbiam tworzyć muzykę instrumentalną czy obrazkową. Oczywiście, takie propozycje się pojawiają. Miałem możliwość stworzenia muzyki do spektaklu. Musiałem jednak zrezygnować z tego, bo obecnie muszę stawiać na swoje projekty. W muzyce nie chodzi o to, żeby działać jak w fabryce. Fajnie jest się tym delektować. Mnie w twórczości przeszkadza taki pęd. Nie jestem typem osoby, która będzie siedziała miesiąc i czekała na olśnienie z nieba. Pracuję bardzo regularnie. Nie można jednak poddawać się tej presji. Więc tak, bardzo chciałbym tworzyć muzykę filmową, ale to jeszcze nie ten czas.

Ralph Kaminski Kora okładka
Ralph Kaminski na okładce najnowszej płyty "Kora"
fot. mat. prasowe / FONOBO Label

Jesteś jednym z polskich artystów, którzy niezwykle odważnie eksperymentują z wizerunkiem. Nie boisz się pokazywać w różnych, często kontrowersyjnych odsłonach. Twój pierwotny wizerunek przy okazji pierwszej płyty wyraźnie odbiegał od tego, jak prezentujesz się teraz. Co Cię skłoniło do tak diametralnej i odważnej zmiany?

Wymyśliłem sobie, że przy każdym albumie, nowym projekcie chciałbym próbować kolejnej wersji siebie. Chciałbym to oddzielać. Wydawanie nowych płyt jest takim pretekstem do zrobienia czegoś nowego. Stworzenia siebie trochę na nowo. Zawsze staram się, żebym to był ja. Nie da się przez rok czy dwa, kiedy trwa promocja projektu, udawać kogoś, kim się nie jest. Byłoby to dla mnie ogromnie ciężkie, bo co innego zagrać sobie w spektaklu przez miesiąc, a co innego jest być tym kimś przez tak długi czas. Taka była moja motywacja.

Zawsze staram się, żebym to był ja. Nie da się przez rok czy dwa, kiedy trwa promocja projektu, udawać kogoś, kim się nie jest

Ostatnio nawiązałeś do wizerunku Kory, wcześniej diametralna przemiana przy drugiej płycie, której erę zakończyłeś teledyskiem do piosenki „Tata”, gdzie wcielasz się w rolę drag queen. Twoje śmiałe eksperymentowanie z wyglądem może mieć działanie terapeutyczne dla wielu mniej odważnych, zamkniętych w sobie osób, które wciąż szukają swojego prawdziwego „ja”, które chciałyby być sobą, ale coś je powstrzymuje. Co mógłbyś poradzić takim ludziom, aby znaleźli tę siłę, żeby żyć w zgodzie ze sobą?

To bardzo indywidualna kwestia. Dla każdego bycie odważnym znaczy co innego. Dla kogoś odwagą może być przykładowo rzucenie pracy, której się nie lubi. Dla innej osoby odwagą może być wyjazd gdzieś czy powiedzenie drugiej osobie czegoś bardzo szczerego. Każdy ma w sobie swój poziom odwagi. Nie będę więc „wujkiem dobrą radą”. Dla mnie moja twórczość jest pretekstem do szukania w sobie odwagi i przełamywania barier oraz granic właśnie dla tej sztuki. To niejednokrotnie jest dla mnie bardzo dużym wyzwaniem. Teledysk do piosenki „Tata” był ogromnym sprawdzianem. Wcielenie się w drag queen było czymś niezwykle trudnym. Ten wideoklip był dość ciężki w realizacji - mogła to być albo wielka klapa, albo wielki sukces. Cieszę się jednak z efektu finalnego. Lubię realizować dość niekonwencjonalne rzeczy. To mnie bardzo dużo kosztuje. Dziwi mnie to, że czasami jestem postrzegany za odważną osobę. Postrzegam odwagę w innych aspektach, ale staram się być odważny dla siebie. Wiem, że komuś może to łatwiej przyjść. Dla mnie najważniejsza jest sztuka. Gdybym miał jednak robić to wszystko dla siebie na co dzień, to nie wiem, czy decydowałbym się na różne odważne rzeczy.

Oglądaj

A czy myślisz, że w naszym kraju da się obecnie żyć w zgodzie ze sobą?

Bardzo ciężko żyć w przestrzeni, która próbuje w przekazie masowym wykluczać. To bardzo przerażające. Wiele osób naprawdę źle radzi sobie psychicznie z tym. Mam nadzieję, że to minie. Jestem tego zdania, że na przykład ucieczka za granicę nie jest do końca rozwiązaniem, ponieważ tam też nie jest idealnie. Wydaje nam się, że zostawiając wszystko i rzucając, zamykając to poprzednie życie, wszystkie nasze problemy znikną. Nie do końca tak jest. Cieszę się, że jako osoba, której głos może być bardziej słyszalny, mogę w jakimś stopniu wspierać i sprawiać, że może niektóre osoby poczują się mniej samotne. Ważne jest też to, jakimi osobami się otaczamy. Jeśli jednak jest nam ciężko i nie radzimy sobie z tym, to nie bójmy się prosić o pomoc. Ta pomoc na pewno jest. Nie możemy zostawać z tym sami. Nie możemy tłumić w sobie tych problemów. To wszystko jest bardzo okropne, ale wierzę, że to się zmieni. To się kiedyś na pewno zmieni. Nie wiem kiedy, bo nikt tego nie wie, ale dojdzie do tego.

Ralph Kaminski (ur. 1990) to polski piosenkarz, autor tekstów, kompozytor, producent i multiinstrumentalista. Na swoim koncie ma trzy albumu studyjne: "Morze" (2016), "Młodość" (2019) i "Kora" (2021). Dwukrotnie nominowany do nagrody Fryderyk 2020. Zwycięzca m.in. międzynarodowego festiwalu Carpathia 2011 i 40. Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu (2019).

Piotr Krajewski Radio ZET
Piotr Krajewski

Specjalista ds. contentu Radia ZET / kontakt: piotr.krajewski@radiozet.pl

Z Radiem ZET związany od 2017 roku. Obecnie odpowiada m.in. za dział "Radio" w portalu internetowym Radia ZET. Od lat słucha i pisze. O muzyce znanej i tej mniej znanej. Zbieracz dobrych dźwięków i maniak kina niszowego. Biega od sali do sali na festiwalach filmowych i szuka prawdziwych emocji na koncertach. Specjalista od Eurowizji. Fan wszystkiego, co włoskie.

logo Tu się dzieje