Carnegie Hall – amerykańska sala koncertowa, jeden z najbardziej prestiżowych obiektów tego typu na świecie. W dzielnicy Midtown w okręgu Manhattanie zaczynają pojawiać się coraz lepiej ubrani mężczyźni w towarzystwie ubranych w wieczorowe suknie pań. Wolnym krokiem wchodzą do budynku złaknieni artystycznych doznań. Oddają ubrania, przeglądają program, zajmują miejsca. W powietrzu czuć atmosferę oczekiwania. Dziś miejsce ma mieć występ doskonałego pianisty zza oceanu, o którym z uznaniem wypowiadają się twórcy z całego świata. Po krótkim powitaniu na scenę zaproszony zostaje Józef Hofmann z Polski. Oczy widowni kierują się w stronę nie mężczyzny, ale chłopca, nawet nie nastolatka. Ten, bez zbytniej opieszałości zasiada za fortepianem i rozpoczyna występ. Wszyscy milkną i chłoną dźwięki…
Popularne w magazynie
Józef Hofmann to postać znana na całym świecie i, jak często nieszczęśliwie się zdarza, nadal nie dość znana i doceniana w kraju swojego urodzenia. Nasz bohater przyszedł na świat 20 stycznia 1876 roku w Krakowie w rodzinie, która poniekąd zdeterminowała jego rozwój artystyczny i karierę muzyczną. Jego ojciec Kazimierz Hofmann był uznanym pianistą i kompozytorem, mama Matylda (z domu Pindelka) natomiast zdolną śpiewaczką. Nic zatem dziwnego, że młody Józef wykazywał duży talent od najmłodszych lat. Już jako kilkulatek rozpoczął naukę gry na fortepianie pod okiem siostry i ciotki, w wieku zaledwie 8 lat dawał koncerty przed warszawską publicznością.
„Ośmioletni synek dyrektora baletu, p. Hofmanna, popisywał się swoją grą i kompozycjami przed Antonim Rubinsteinem. Mistrz rokuje świetną przyszłość dziecięciu” – informował dwutygodnik "Echo Muzyczne i Teatralne" w wydaniu z 27 kwietnia 1885 roku.
Nim został nastolatkiem, dał się poznać jako niemal ukształtowany muzyk, który swoimi występami zachwycał publiczność europejską, na swoim koncie miał koncerty nawet w Stanach Zjednoczonych. „Złote dziecko” fortepianu zapłaciło jednak wysoką cenę za błyskawiczną karierę. W 1887 roku 11-letni Hofmann zagrał w ciągu dziesięciu tygodni 52 koncerty, co przepłacił zdrowiem. Nowojorskie Towarzystwo Zapobiegania Okrucieństwu wobec Dzieci wpłynęło na przerwanie trasy koncertowej.
„To nie była nadzwyczajna gra jak na dziecko, to była nadzwyczajna gra jak na człowieka” – ocenił „New York Times” po koncercie w słynnej Carnegie Hall 29 listopada 1887. „Mały wirtuoz wczorajszym występem złożył dowód istotnego, nad wiek rozwiniętego talentu, wysoko doprowadzonej techniki, a nawet pewnego indywidualizmu” – zachwycano się na łamach „Kuriera Warszawskiego”.
Geniusz, który dzielił się talentem
Hofmann ukończył studia w Berlinie, a umiejętności muzyczne szlifował pod okiem samego Antona Rubinsteina. Swoimi niezwykłymi umiejętnościami podbijał serca słuchaczy na całym świecie, od Stanów Zjednoczonych, po Rosję i kraje skandynawskie. W 1962 roku otrzymał obywatelstwo amerykańskie, dwa lata wcześniej założył Curtis Institute of Music w Filadelfii i dał poznać jako utalentowany pedagog. Uczył takie międzynarodowe sławy jak Ellen Ballon, Walter Susskin, Aleksander Wielhorski czy Leopold Zieliński.
"Nie miał wspaniałej artystycznej czupryny, nie używał królewskich gestów. Wchodził na estradę krokiem jegomościa, co to w rannych pantoflach i szlafroku człapie sobie z wolna ku śniadanku. Był małym grubaskiem o twarzy inżyniera samochodowego (…) Ale to przed jego występami w Petersburgu ludzie stali nocami na mrozie w kolejkach po bilety, ale to o nim Harold C. Schonberg, wielki krytyk muzyczny z "New York Timesa", pisał, że doskonałością swej gry doprowadza konkurentów do rozpaczy, a Sergiusz Rachmaninow, drugi geniusz fortepianu, to jemu nieodmiennie przyznawał pierwsze miejsce wśród pianistów” – czytamy w felietonie „Moje płyty” Piotra Wierzbickiego opublikowanym na łamach „Gazety Wyborczej”.
Ale był wśród pianistów tylko jeden taki, którego nie da się porównać w żaden sposób do żadnego innego, bo stanowił zjawisko unikalne i przekroczył swą fortepianową sztuką wszystkie standardy. To Józef Hofmann
Wydawać by się mogło, że światowej sławy muzyk, kompozytor i pedagog z trudem znajduje czas na cokolwiek innego niż praca i tworzenie. Tymczasem Hofmann był dwukrotnie żonaty. Z pierwszą żoną Marią Eustis miał córkę, z drugą natomiast, Betty Short, trzech synów. Jak się okazało, w życiu poświęcił się z powodzeniem kolejnej pasji, jaką były nauki ścisłe, inżynieria i wynalazki. Być może sam nie spodziewał się, że przyniesie światu aż tak wiele.
"Największym pianistą był Paderewski, jednak Hoffman był jedynym" - usłyszałem od Marka Drewnowskiego, prezesa zarządu Fundacji imienia Józefa Hofmanna.
Jego patenty zmieniły świat
Być może było coś w porównaniu aparycji Janusza Hofmanna do inżyniera, bowiem nasz bohater bardzo szybko zaczął łączyć niezwykły talent artystyczny z zamiłowaniem do majsterkowania i obmyślania urządzeń, które mogłyby usprawnić codzienne życie. Jednocześnie był entuzjastą motoryzacji. Legenda głosi, że inspiracją do opracowania jednego z jego najważniejszych wynalazków był wahadłowy ruch metronomu, urządzenia do podawania tempa utworów muzycznych. Tak powstać miały powstać mechaniczne wycieraczki samochodowe, bez których obecnie ciężko sobie wyobrazić korzystanie z auta. Z pozoru nieskomplikowany, ale jakże sprytny wynalazek Polaka bardzo spodobał się marce Ford, ówcześnie najważniejszego koncernu związanego z motoryzacją. Hofmann współpracował z firmą także przy wprowadzaniu innych autorskich rozwiązań, między innymi przy pneumatycznych resorach, które jako pierwsza miała wykorzystywać w swoich autach nowojorska policja.
Zaprojektował wiele ulepszeń wykorzystywanych przez ich producentów, a wśród nich resory znakomicie podnoszące komfort jazdy (…) Oczywiście Hofmann nie chował swoich wynalazków do szuflady, opatentował prawie wszystkie, co dawało spore dochody
Hofmann znany jest z ponad siedemdziesięciu patentów, choć według niektórych źródeł mogło być ich ponad sto. Wiele z nich to przedmioty, których używamy powszechnie do dziś. Warto wiedzieć, że Polak ma na swoim koncie takie wynalazki jak spinacz biurowy, który także miał powstać pod wpływem inspiracji muzyką i procesem tworzenia.
„Źle spięte, spadające nuty ze statywu irytowały każdego, ale tylko Hofmann rozprawił się z problemem i z irytacji uczynił pożytek. Jak? Otóż kartki z nutami od zawsze podpowiadały rozwiązanie. Wystarczyło je odczytać. Hofman odczytał: z odpowiedniego drutu odwzorował kształty ich wiolinowych kluczy – by pomysł (i patent!) Na spinacz do kartek papieru stał się ciałem” – czytamy w artykule Piotra Gawrońskiego na portalu Motofakty.
Nowoczesny człowiek renesansu
Na co jeszcze wpadł niezwykły umysł muzyka-wynalazcy? Między innymi na spiralną grzałkę do gotowania wody, elektroniczny zegar czy regulowany fotel dla pianistów, patent tak bliski codziennemu życiu Józefa. Podobnie jest z systemem zapisu gry pianisty na taśmach perforowanych. Z miłością do techniki i pojazdów związany jest natomiast jedna z najbardziej efektownych wizji geniusza, pomysł motorówki.
„Chciałbym mieć łódkę, która nie słucha się wiatru i fal. Która płynie tam, gdzie ja chcę. Nie chcę jej zmuszać wiosłami do zmiany kierunku. Ja będę nią sterował” – czytamy o rozmyślaniach Hoffmana w książce „Geniusz zapomniany” Jana Żdżarskiego.
- Lubił mechanikę, miał z tysiąc wynalazków (…) Teraz się o Polakach mówi coraz mniej. O Hofmannie też by należało zrobić film, żeby zagłębić się – ocenił w rozmowie Marek Drewnowski, podkreślając jednak, że mechanika była pasją Hoffmana, ale przede wszystkim skupiał się on na działalności muzycznej i to z nią związał życie.
Z kolei Marek Borucki w książce „Polacy, którzy zmienili świat” wskazywał, jak ważne dla świata były wynalazki i patenty Polska. Nie był on, jak wielu przed nim i po nim, człowiekiem, któremu „udało się” wpaść na rewolucyjny pomysł. Podobnie jak w przypadku talentu artystycznego, Hofmann był prawdziwym twórcą, który równie wielką sławę mógł osiągnąć, nie zasiadając do fortepianu, ale poświęcając się naukom ścisłym. On jednak pokazał, że otwarty umysł pozwala na połączenie z pozoru wykluczających się pasji.
„Po raz pierwszy występ artysty zapisał zaprzyjaźniony z nim Thomas Edison na wynalezionym przez siebie fonografie. Nagranie to niestety się nie zachowało. Edison proponował mu nawet, by porzucił muzykę dla techniki, doceniając wartościowe wynalazki pianisty. Hofmann z powodzeniem łączył działalność w obu tych dziedzinach” – pisze Borucki.
Józef Hofmann zakończył karierę pianisty w 1946 roku, po raz ostatni wystąpił w Carnegie Hall, która tak wiele znaczyła w jego muzycznej karierze. Ponadczasowy artysta i przełomowy wynalazca zmarł 16 lutego 1957 roku w Los Angeles.
Po zaprzestaniu publicznych występów Hofmann wiódł raczej nieszczęśliwe życie, ostatnie lata spędził głównie w samotności i milczeniu.
"Pracował nieprzerwanie nad udoskonaleniem metod nagrywania muzyki fortepianowej, miał domowe urządzenie do zapisywania dźwięku na płytach oraz zmodyfikowany fortepian Steinway o długości sześciu stóp. Eksperymentował z różnymi urządzeniami i nowinkami, przymocowywał głośniki i mikrofony do różnych części fortepianu” - pisano w dodatku do „Tygodnika Powszechnego” zatytułowanym „Ręka geniusza”.
Został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, jednak jego zasługi dla światowej muzyki doceniane są na całym globie, podobnie jak w przypadku jego wkładu w naukę. Pamiętajmy o Józefie Hoffmanie, kiedy wydaje nam się, że nie możemy być wszechstronni lub że pragmatyzm i wrażliwość artystyczna się wykluczają. Polski pianista i na takie myślenie miał „swój patent”.
„Pracujcie zawsze z uporem, starając się dać wszystko, co leży w waszych siłach. Znajdźcie niezawodnego nauczyciela i polegajcie na jego radach, odnośnie do waszej kariery. Nie poddawajcie się pokusie zwodniczej wiary w to, że sukcesy zależą od losu. Najważniejszym czynnikiem jest wasz trud, wasza praca i rozsądne nad wami kierownictwo” – pisał geniusz w swojej książce „Piano Playing with piano questions answered". Ciężko się z nim nie zgodzić.